Dostepna również w Get it on Google Play
Ponad 20 000 miejsc wartych odwiedzenia! Masz ochotę na wycieczkę w głąb Ziemi? Szukasz pomysłu na wyjazd z dzieckiem? A może planujesz wakacje na dwóch kółkach. U nas na pewno znajdziesz miejsce, którego szukasz!
Strona główna ciekawe miejsca zabytki: kościoły, klasztory, sanktuaria Kościół św. Maksymiliana Marii Kolbego – pomnik pomordowanych więźniów obozu Auschwitz-Birkenau

Poręba

Kościół św. Maksymiliana Marii Kolbego – pomnik pomordowanych więźniów obozu Auschwitz-Birkenau

Za Pszczyną podczas Marszu Śmierci rozdzieliły się kolumny ewakuowanych więźniów obozu Auschwitz-Birkenau. Większość kierowana była przez Pawłowice, Jastrzębie-Zdrój do Wodzisławia, część szła dalej przez Żory.

Przejeżdżając ruchliwą drogą z Pszczyny do Jastrzębia-Zdroju, wyobrażamy sobie 18/20 stycznia 1945 r., mroźną zimę, padający śnieg, 20-stopniowy mróz i umęczonych ludzi, którzy ostatnimi siłami idą w nieznane pod lufami karabinów SS-mańskich strażników. Trasa usłana śladami męczeństwa oraz przykładami nieprawdopodobnego bohaterstwa znanych z imienia i nazwiska, a także bezimiennych mieszkańców tego terenu. Widząc niedolę więźniów, wciskają im do ręki chleb, ryzykując własnym życiem, wyrywają z szeregu i ukrywają, ratując życie innym.

Wszystkim należy się pamięć i hołd za to, co zrobili. Po latach jedna ze Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, podała: ”…20 stycznia 1945 roku więźniowie tego obozu maszerowali pod eskortą SS-manów przez naszą wioskę Porębę, gdzie ze względu na późną porę zostali tu na nocleg. Część grupy więźniów wpędzili na moje podwórze, gdzie spędzili noc w stodole. Z grupy tej, kiedy czerpałam wodę ze studni, podeszły do mnie dwie więźniarki i poprosiły o ugotowanie im kartofli, ponieważ mają na nie apetyt, a ponieważ czują, że śmierć jest blisko, chcą jeszcze przed śmiercią najeść się do syta. Kiedy przyniosłam im ugotowane kartofle z mlekiem, powiedziałam, że mają nie rozpaczać, ponieważ Rosjanie są blisko i że ich na pewno wyzwolą. Oszołomione tą wiadomością prosiły mnie, ażeby je ukryć w chlewie i przykryć gnojem. Ja jednak wskazałam im miejsce w szopie nad chlewem, gdzie była słoma i liście z drzew na ściółkę, ażeby tam się ukryły. Innego bezpiecznego miejsca nie widziałam, gdyż SS-mani szukali wszędzie, a ponadto w naszej miejscowości stacjonowała jednostka Wermachtu. Kiedy rano SS-mani wypędzali więźniów z mojego obejścia do dalszego marszu (ja to dyskretnie obserwowałam zza firanki mojego okna, jako że wyjście ze stodoły na podwórze było naprzeciwko), stwierdzili brak dwóch więźniarek. Przybiegli do mieszkania, pytając mnie, gdzie one są. Ja wzruszając ramionami, dałam im do zrozumienia, że nie rozumiem po niemiecku, tzn. że nie wiem. To im jednak nie wystarczyło, gdyż rozpoczęli bagnetami poszukiwania w chlewie i w stodole. Opatrzność Boska widać zrządziła, że we wspomnianej szopie nad chlewem nie szukali….”.

Z Porębą związana jest również inna wstrząsająca opowieść o losach siedmioletniej więźniarki Hani Wróblewskiej z Warszawy, która trafiła do obozu KL Birkenau, ale dzięki odwadze otaczających ją ludzi uratowano jej życie i przeżyła obozową gehennę. Została zabrana z powstania warszawskiego, później znalazła się w obozie przejściowym w Pruszkowie, by wspólnie z przypadkową opiekunką Kolbergową „wylądować” w Birkenau. Bezpośrednio przed ewakuacją obozu opiekunka zachorowała na tyfus i zmarła. Samotnym dzieckiem zaopiekowały się współwięźniarki. Postanowiły - podczas wyprowadzania więźniów z obozu - nie pozostawiać jej, tylko zabrać ze sobą, gdyż uznały, że byłaby skazana na niechybną śmierć. Początkowo wieziona na wózku, który SS-mani wyrzucili do rowu, później na odwróconym taborecie, trochę szła o własnych siłach oraz noszona przez współwięźniarki dotarła z kolumną do pierwszego krótkiego postoju w Ćwiklicach. Była przemarznięta, wyczerpana oraz miała odmrożone nóżki. Nie potrafiła już chodzić o własnych siłach, tylko poruszała się na czworakach. Ostatkiem sił dotarli przed nocą do Poręby, gdzie kolumna zatrzymała się na dłuższy odpoczynek. Tak jedna z więźniarek napisała później w swoich wspomnieniach: "Musiałyśmy szukać innego schronienia, w czym dopomógł nam spotkany we wsi SS-man, który w obawie, żebyśmy się nie rozproszyły i nie zginęły, zaprowadził nas do stodoły kowala nazwiskiem Pająk, gdzie wreszcie znalazłyśmy trochę miejsca na słomie. […] Kowal Pająk nie bardzo się zajmował i nie był nam przychylny, ale jego córka Małgosia Gładka w jednej z nas rozpoznała znajomą i zabrała całą grupę do swojego mieszkania".

Kiedy następnego dnia rano przygotowywano kolumnę do dalszej drogi, Hanusia spała w jednym łóżeczku z synkiem Małgorzaty. SS-man wszedł do pomieszczenia, sprawdzając, czy ktoś nie został, a matka dziecka krzyknęła na niego, żeby nie budził jej dzieci, co go odwiodło od dalszych poszukiwań zbiegów i wyszedł, a uratowana Hania pozostała u Pająków.

Krwawy pochód ruszył dalej. W bohaterskiej wsi dzięki pomocy mieszkańców i faktowi, że kierujący oddziałem SS-manów „dozorca-kat" miał w sobie minimum człowieczeństwa, podczas całonocnego postoju Marszu Śmierci udało się zbiec wielu osobom. Znalazły tutaj schronienie i ludzką pomoc. Dziewczynka zadomowiła się w rodzinie Pająków w Porębie, czuła się dobrze, jak u siebie w domu, bawiła się z dziećmi sąsiadów. Była traktowana jak ich własne dziecko.

Na początku czerwca 1945 r. Wanda Szczawińska, babcia Hani, poszukując zaginionej, napisała listy do proboszczów okolicznych parafii, aby ogłosili z ambony o jej zaginięciu. Do proboszcza parafii w Wiśle Wielkiej zgłosiła się kobieta, powiadamiając go, że w gospodarstwie kowala Pająka w Porębie jest dziewczynka, którą uratowano z Marszu Śmierci. Sprawdził i okazało się, że była to poszukiwana Hania Wróblewska z Warszawy. 16 czerwca dziewczynka wróciła do swojej rodziny. W 1946 r. wyjechała do krewnych w Szwajcarii, gdzie skończyła szkołę pielęgniarską, po czym przeniosła się do Marsylii. Tam zamieszkała i pracowała. Poznała Amerykanina, za którego wyszła za mąż, i wyjechała do Teksasu, gdzie żyje z mężem i dziećmi.

Mieszkańcy wsi świadomi tragedii ludzkich, które miały miejsce w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau, a także świadkowie śmierci i cudownych ocaleń na trasie przechodzącego przez Porębę oświęcimskiego Marszu Śmierci 2 listopada 1981 r. postanowili postawić przy „drodze męczeństwa” z Pszczyny do Jastrzębia kościół, na którego patrona wybrano męczennika oświęcimskiego, księdza św. Maksymiliana Kolbego, numer obozowy 16670 . W maju 1982 r. powstała świątynia, pomnik ofiar obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, który przypomina o tragicznych dniach. Symbolem jest znajdująca się wewnątrz płaskorzeźba przedstawiająca Niepokalaną Maryję, z której łzy wyłania się postać ks. Kolbego.  

Zaproponował: Jurek K

Promocje w naszym sklepie

Miejsca w okolicy

Poręba
Copyright © 2007 Polska Niezwykła
Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część ani całość serwisu nie może być reprodukowana ani przetwarzana w sposób elektroniczny, mechaniczny, fotograficzny i inny. Nie może być użyta do innej publikacji oraz przechowywana w jakiejkolwiek bazie danych bez pisemnej zgody Administratora serwisu.
Znajdź nas na